OSTRZEŻENIE:

Blog ten jest przeznaczony dla osób pełnoletnich! Jest to opowiadanie o treści erotycznej i czytasz je na własną odpowiedzialność. Postacie oraz sytuacje przedstawione na stronie są jedynie fikcją literacką.

2011-11-22 11:11:56

Rozdział 12: nowa prawda cz.4

- Nie musisz wracać do biura? – spytał, spoglądając z powrotem na niebo.
- Mam jeszcze jakieś pięć minut przerwy – odpowiedziałem, bawiąc się widelcem. Atmosfera stała się naprawdę nieprzyjemna. W mojej głowie, nie… W całym moim ciele panował chaos. Jakaś dziwna materia krążyła wewnątrz mnie i wpływała na wszystkie organy. Obca siła robiąca niechciane przemeblowanie w moim ciele. Przyprawiało mnie to o zawrót głowy i nie pozwalało skupić myśli. - Chiaki, przepraszam cię, ale wygląda na to, że jeszcze trochę Cię poprześladuję – powiedział cicho, patrząc wciąż za okno. Materia w mym ciele zadrżała, przyprawiając mnie o dreszcze.
- Co masz na myśli? – zapytałem, zachowując pozorny spokój.
- Moja siostra chce skorzystać z usług waszej firmy. Wyjeżdża za granicę na dwa lata i poprosiła mnie, bym się wszystkim zajął.
- W mojej firmie jest wielu projektantów – powiedziałem, patrząc na swoją miskę po sałatce.
- Chodzi o to, że zależy jej, byś Ty się tym zajął. Słyszała o Tobie wiele pochlebnych opinii… poza tym, z racji że zna Cię osobiście, masz jej zaufanie także jako człowiek – nie tylko jako projektant.
- To, czy dostanę ten projekt, zależy od mojego przełożonego…
- Projekt już na Ciebie czeka od trzech dni – przerwał mi w pół słowa. Wyglądał na zniecierpliwionego. Poczułem ucisk w gardle.
- Nie martw się, jak tylko plan trafi na moje biurko, zacznę pracę. Zapewniam, że zrobię co w mojej mocy, by klient był zadowolony z efektu. Nic z zewnątrz nie wpłynie na wynik mojej pracy – oznajmiłem chłodno, patrząc na Niego. Zwrócił na mnie swoje spojrzenie.
- Ty myślisz, że wyjaśniłem Ci tamtą sytuację ze względu na projekt – stwierdził, nie spytał. Zamarłem zmieszany. Po tylu latach, wciąż czytał we mnie jak w otwartej księdze.
- Chiaki, jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Powiedziałem to bo… - przerwał. Odwrócił wzrok i spojrzał na leżące na stole papierosy. Podniósł dłoń do ust i potarł palcami policzek i brodę. Zawsze tak robił, gdy nie wiedział, co powiedzieć. Jak za dawnych czasów, czekałem cierpliwie, aż poukłada myśli. Chwilę jeszcze się gładził i drapał, aż w końcu zwrócił się w moją stronę.
- Nienawidzę nieporozumień. Nie mogłem znieść myśli, że mogłem się mylić i dać Ci się w taki sposób zobaczyć po tylu latach. Ja wiem, że od dawna się nie kontaktowaliśmy i że oboje mamy już swoje życie, ale kiedy jeszcze byliśmy przyjaciółmi, byłeś dla mnie kimś wyjątkowo ważnym. Wolałbym myśleć o Tobie w ten sposób niż wmawiać sobie, że dajesz się manipulować byle intrygantce… Cholera, jak bym o tym nie myślał, wciąż nie potrafię tego wyrazić. – gdy to mówił, wargi mu lekko drżały. Jego oczy wciąż błądziły, nie mogąc się na niczym zatrzymać. We mnie wybuchła wojna. Materia wędrująca w moim ciele eksplodowała pod wpływem każdego kolejnego słowa wypowiadanego przez Sumire. Czułem jak płonie, jak się wykrwawia. Poruszała mną, dusiła, oszałamiała. Jego bezpośredniość mnie onieśmielała. To, co mówił, było dla mnie tak wspaniale kojące, że aż wywoływało inny rodzaj bólu. Skamieniały, wciąż wpatrywałem się w jego profil. Po chwili milczenia spojrzał na mnie. Wyglądał na lekko zmieszanego.
- Chiaki… wszystko ok? Jesteś cały czerwony.
Otrząsnąłem się, szybko zasłoniłem twarz dłońmi. Moje policzki płonęły żywym ogniem.
- W porządku. To przez klimatyzację. Powinienem już wracać do biura… - wstałem szybko z krzesła.
- W takim razie, kiedy możemy się umówić w sprawie domu dla mojej siostry? – spytał, zabierając papierosy ze stołu.
- Miałem mieć teraz urlop, ale jeśli dostanę dokumenty jeszcze dzisiaj, zajmę się tym w wolnej chwili i skontaktuję z Tobą, gdy zapoznam się z materiałami.
- Dobrze. W takim razie, będę czekać. Trzymaj się.
- Miłego dnia – pożegnałem się, nie patrząc mu w twarz. Szybko wyszedłem nie oglądając się za siebie.

Atre vel. Qukułka
(Agata     Mazur)

skomentuj (2)

2011-10-22 20:17:46

Rozdział 11: nowa prawda cz.3

- Czego? – burknąłem, marszcząc brwi.
- Ładnie. Rymuje się. Ale na takie zagajenie odpowiada się zwykle „dziękuję”. – rzekł cicho z lekkim, szyderczym uśmiechem.
- Usiądę – bardziej stwierdził, niż spytał. – coś dobrego jesz? Jestem tu pierwszy raz, poleć mi coś.
- Nie przypominam sobie, żebym Cię zapraszał – powiedziałem znęcając się nad sałatą. – I niestety, nie sprzedają tu trutki na szczury – Sumire słysząc to roześmiał się głośno. Gdy kelnerka, po zebraniu od niego zamówienia, odeszła, rozsiadł się wygodnie i zaczął mówić. Przemawiał do mnie, jakby nic się wczoraj nie wydarzyło, jakby to było nasze pierwsze spotkanie. Zachwycał się pogodą, oceniał wystrój lokalu, skomentował nawet mój ubiór. Już więcej nie założę tych butów…
- Hm… Całkiem niezła ta sałatka – powiedział uśmiechając się i zajadając podany przez kelnerkę przysmak.
- Jak sałatka – burknąłem. Wciąż bardziej męczyłem swoją porcję, niż jadłem. Opierając się o wierzch dłoni, udawałem znudzonego jego towarzystwem. Czekałem, aż w końcu skończy mi się przerwa. Byłem poirytowany… Nie - zły… Jak on może tak po prostu ze mną rozmawiać?! Czy nie pamięta, co mu wczoraj powiedziałem? Czy nie pamięta, jak się wczoraj wobec mnie zachowywał?! - Chiaki – powiedział pochylając się nad pustą miską po sałatce. Zamarłem. Jego ton nagle się zmienił. Nie potrafiłem wyczuć, co chce mi powiedzieć, nie byłem w stanie stwierdzić, jakie emocje mu teraz towarzyszą. O ile towarzyszą mu jakiekolwiek.
- Długo znasz Midori?
- Poznaliśmy się w gimnazjum. Potem sporadycznie mijaliśmy się na uczelni – odpowiedziałem obojętnym tonem. – A co?
- Wczoraj przyszedłem do Was wstawiony. Myślałem, że specjalnie Cię przyprowadziła.
- Że co? – zdziwiłem się. Patrzyłem na jego spuszczoną głowę. Jego twarz nie wyrażała nic. Była do bólu obojętna.
- Pomyślałem, że chce mi zrobić na złość, że odstawia taki tani teatrzyk, że niby nie wie, że się znamy i w ogóle… Byłem na nią wściekły… To znaczy… - zawahał się. Byłem całkowicie zszokowany. Nie rozumiałem, co się dzieje, a tym bardziej nie byłem w stanie pojąć, co on do mnie mówi. Chwilę milczał, bawiąc się widelcem. W końcu wyjął paczkę papierosów i sięgnął po jednego.
- Tutaj nie wolno palić – poinformowałem.
- Kurwa mać – zaklął i rzucił niedbale paczkę na blat stołu. Po raz pierwszy dało się zauważyć, że jest zdenerwowany.
- Trochę się na Tobie wyładowałem. Wiem, że nie powinienem – powiedział po chwili ciszy.
- Przepraszasz mnie? – spytałem, niedowierzając. Sumire patrzył na niebo za oknem. – Myśl jak chcesz – powiedział. Nagle moje serce wypełniło się czymś gęstym, lepkim i ciepłym. Czułem, jakby coś stanęło mi w gardle. Było mu przykro. Był wtedy pijany. Nie chciał być taki wobec mnie. Poczułem ulgę.
- Chiaki?
- Tak?
- Co wtedy chciałeś powiedzieć? – spytał, nie odrywając wzroku od nieba za oknem.
- Kiedy? Co masz na myśli? – byłem zdezorientowany.
- „Za jakie grzechy los pokarał mnie takim…” – zacytował. – Takim… kim? – odwrócił wzrok i spojrzał mi w oczy. Zamarłem… Kompletnie nie wiedziałem, co powiedzieć. Byłem odurzony tym, co usłyszałem od niego, w tak krótkim czasie. Nie spodziewałem się, że mógłby coś takiego czuć. Nie potrafiłem mu wyjaśnić. Nawet, gdybym chciał, nie potrafiłbym.
- Cokolwiek powiesz, nie będzie to miało wpływu na nasze relacje – zapewnił. Kłamca.
- Prześladowcą – wydusiłem. Sumire milczał. Wciąż wpatrywał się we mnie, a ja nie odwracałem wzroku. Jego oczy, mimo, iż nic mi nie mówiły, pochłaniały mnie. Były morzem, a ja nie potrafiłem pływać…
Atre vel. Qukułka
(Agata     Mazur)

skomentuj (2)

2011-10-08 19:59:34

Rozdział 10: nowa prawda cz.2

-Oda-chan*! – dobiegł nas głos z dużego pokoju. Fukuzawa zmarszczył brwi i z irytacją w głosie wrzasnął w stronę salonu – Kaworu zwale! Nie nazywaj mnie tak! – w tym momencie zza futryny wyjrzał gość Ody obdarzając go szerokim uśmiechem. Wcześniej nie przyjrzałem mu się zbyt dokładnie. Był mniej więcej mojego wzrostu, miał długie, rude włosy i zielone oczy. Wyglądał na jakieś dwadzieścia dwa lata.
- Ta gra jest popsuta, Oda-chan. Jaki ty mi poziom trudności ustawiłeś? Wiem, że lubisz super hard, ale mnie mógłbyś ustawić normalny – powiedział uśmiechając się szeroko. Oda wstał i spojrzał na niego, jak na głupiego.
- Grasz na początkującym – odpowiedział oschle. Zapadła Cisza.
- Włącz mi Mario, Oda-chan! – zawołał Kaworu. Oda uderzył dłonią w czoło, ja mimowolnie zaśmiałem się pod nosem.
- Tylko nie siedźcie tu długo. Chciałbym się wyspać – poprosiłem wstając z podłogi. Poszli do salonu, a ja skierowałem się w stronę łazienki. Napuściłem wody do wanny i chwilę w niej posiedziałem. Byłem bardzo zmęczony, jednak Oda naprawdę mnie uspokoił. Mimo wszystko, nie miałem najmniejszego zamiaru szukać Sumire i go przepraszać. Nie chciałem także w ogóle utrzymywać z nim kontaktu. Przynajmniej część mnie czuła w ten sposób. Zawsze był on dla mnie ważną osobą. Po tylu latach, stał się nawet moją obsesją. Jednak nie wyobrażałem sobie, bym mógł teraz z nim normalnie rozmawiać. Zwłaszcza po tym, co się stało. Zanurkowałem pod wodę, by trochę ochłonąć. Zawsze, gdy wstrzymuję oddech, nie jestem w stanie myśleć. To odpręża i przynosi ulgę. Gdy woda stawała się coraz chłodniejsza, szybko się umyłem, przebrałem w bokserki i koszulkę do spania. Położyłem się, nie wchodząc do dużego pokoju. Zasnąłem niemal natychmiast.

Następnego dnia, gdy się obudziłem, byłem sam w mieszkaniu. Na lodówce znalazłem karteczkę od Ody z informacją, że wpadnie wieczorem zrobić mi kolację. Czasem mnie irytowało, że spędzał u mnie tak dużo czasu, mimo, że miał u siebie dobre warunki mieszkaniowe. Z drugiej jednak strony, miłe było, gdy przyjeżdżał do mnie gotować lub posprzątać. Przypominał w tym moją babcię. Zawsze jak wpadała, wyręczała wszystkich w pracach domowych i rozpieszczała nas. Umarła z przepracowania. Poza oczywistą zaletą, którą jest mniej obowiązków domowych na głowie, wizyty Ody były o tyle przyjemne, że za cokolwiek się zabrał, robił wszystko bardzo starannie. Gotował naprawdę dobrze, sprzątał szybko i dokładnie. Można by powiedzieć, że jest idealnym gospodarzem, ale tak naprawdę stara się tak tylko, jak jest w czyimś mieszkaniu. U siebie praktycznie nigdy nie sprząta. W zamian za usługi gosposi, wpadał, kiedy chciał, grał do woli i często odsypiał u mnie przepracowane noce.
Wyszedłem z mieszkania i poszedłem prosto do biura. Tam skończyłem projekt i odesłałem go do przełożonego. Poszło mi to całkiem sprawnie, więc zdecydowałem się na lunch poza budynkiem. Niedaleko była przyjemna kawiarnia, gdzie sprzedawali naprawdę smaczne kanapki i sałatki. W nagrodę za dobrze wykonaną pracę, zamówiłem te ulubione. Usiadłem przy stoliku przy oknie. Od reszty lokalu oddzielała mnie ogromna doniczka z kwiatami. Okno do połowy było przyciemnione, dzięki czemu ludzie z ulicy widzieli tylko czubek mojej głowy. Bardzo lubiłem to miejsce – całkowity spokój i prywatność w środku miasta. Powoli zabrałem się za sałatkę. Nie śpieszyłem się, był koniec tygodnia i pewnym było, że nie dostanę już żadnego projektu, zwłaszcza, że od poniedziałku zaczyna mi się urlop. Miałem szczerą nadzieję, że przez ten tydzień Odzie uda się złapać robotę – miałem nadzieję na trochę odpoczynku w pustym mieszkaniu. Potrzebowałem tej samotności… A może, chciałem po prostu w nią uciec? Taką możliwość też muszę brać pod uwagę. W końcu, po wydarzeniach ostatniego wieczora… Nie, przecież urlop planowałem od dawna, to nie ma z Nim nic wspólnego. Zresztą, na własne oczy przekonałem się, że już nie jest tą samą osobą, co kiedyś… Jak mógłbym się w kimś takim zakochać!? Idiotyzm i czysta patologia.
Zacząłem dźgać widelcem w sałatę. Satysfakcja ze skończonej pracy całkowicie ze mnie uleciała. Wróciło rozdrażnienie i smutek. Wolałbym o Nim w ogóle nie myśleć, ale nie potrafię się do tego zmusić. Może, gdy wyczerpię temat, to mi przejdzie? Nie… tak tylko pogrożę się w tej obsesji. Debil… w ogóle nie rozumiem, co on chciał przez to osiągnąć.
- Smacznego – usłyszałem głos nad sobą. Podniosłem wzrok i zobaczyłem Go stojącego nade mną z kamiennym wyrazem twarzy.

*przyrostek używany w języku japońskim jako zdrobnienie imienia. Najczęściej stosowane w stosunku do dzieci. (np. Jan; Jan-chan oznacza Jasiu).


______________________________
OD Autorki:
Jak widzicie, trochę zmienił się wygląd strony - Tytuł w Javie oraz dopracowana strona dodawania komentarzy i wpisów. Zachęcam także do wpisywania się do księgi gości w dziale Informacja.
Przypominam także, o grupie facebook'owej, na której zamieszczane są wszelkie aktualności dotyczące opowiadania. Link do grupy znajdziecie w wyżej wymienionym dziale. Tak samo przypominam o możliwości wymiany linkami pomiędzy stronami. Jeśli chcecie by odnośnik do Waszej strony pojawił się na naszej stronie głównej - napiszcie do nas! :)
Mam nadzieję, że nowy rozdział Wam się podoba. Pewnie będziecie niezadowoleni, bo znów małosię dzieje. Nie martwcie się! Już za tydzień nowy rozdział a w nim... no właśnie ;)
Zapraszam do śledzenia losów bohaterów i oczywiście - komentowania :)

Atre vel. Qukułka
(Agata     Mazur)

skomentuj (2)

2011-09-30 23:46:16

Rozdział 9: nowa prawda cz.1

Trzy minuty później byłem już pod swoim blokiem. Szybko wbiegłem na trzecie piętno, równocześnie szukając kluczy w kieszeniach. Nerwowo zbliżyłem znalezisko do zamka, po chwili udało mi się trafić, i go przekręcić. Jednak ani drgnął. Nacisnąłem na klamkę – drzwi były otwarte.
Wyjąłem klucz z zamka i wszedłem do mieszkania. Teczkę z dokumentami rzuciłem pod komodę, zdjąłem buty. Wtedy ktoś wyszedł z kuchni. Był To obcy mi mężczyzna.
- Dobry wieczór. – Powiedział niepewnie, patrząc na mnie.
Z komody wyciągnąłem paczkę papierosów, zsunąłem się po drzwiach na podłogę i zapaliłem.
- Bry. – Odpowiedziałem chłodno. Wtedy z kuchni wyszedł Oda. Wyglądał na zadowolonego.
- O. Chiaki. Tak się zastanawiałem, czy w ogóle masz zamiar dzisiaj wrócić.
- Z jakiej to okazji? – Spytałem zimno zamykając oczy i opierając głowę o drzwi za moimi plecami.
- Co z jakiej okazji? – Spytał.
- Tutaj jesteś. Dałem Ci zapasowe klucze byś mógł zamknąć mieszkanie.
- Ha. A co, nie mogę? Jak zwykle nic nie miałeś w lodówce więc zrobiłem zakupy na weekend. W markecie spotkałem Kaworu, dawno się nie widzieliśmy, więc go zaprosiłem na mały mecz.
- Nie traktuj mojego mieszkania jak salonu gier.
- Będę! Płacę Ci posiłkami. Beze mnie zdechłbyś jak jaki pies bezdomny. A ty co taki nieswój? – Spytał z lekką pretensją w głosie. Zmarszczyłem brwi. Był dzisiaj wyjątkowo irytujący.
- Zachowujesz się jak gówniarz. Nie zapominaj, ile masz lat. – Odpowiedziałem nie otwierając oczu. Wiedziałem że nadal stoi w tym samym miejscu – Zaniedbujesz gościa. – Powiedziałem chłodno. Wtedy w końcu odszedł wraz ze swoim znajomym. Poszli do dużego pokoju, pewnie pograć na konsoli. Nie pamiętam, po jaką cholerę ją kupiłem, skoro grał na niej tylko Oda.
Siedziałem wciąż w tym samym miejscu, paląc i pogrążając się w ciemności. Czułem się chory. Było mi niedobrze, zlany zimnym potem wciąż czułem się rozedrgany. Byłem wkurzony, Poirytowany… zły. Co najgorsze, byłem zły na samego siebie. Jakkolwiek Sumire się wobec mnie nie zachowywał, nic nie usprawiedliwia tego, jak go traktowałem. Nie lubię być złym człowiekiem. Teraz czułem się naprawdę winny. Po chwili doszło do mnie, że i dla Ody byłem wyjątkowo oschły. Poczułem że kończy mi się tytoń. Popiół, jak gdyby nigdy nic, rozsypał się na moich spodniach. Zakląłem pod nosem, wziąłem z paczki kolejnego papierosa i zapaliłem od poprzedniego. Stary zdusiłem na podłodze. Wtedy wrócił Oda.
- Znowu robisz syf przy butach. – Powiedział spokojnie.
- Sorry. – powiedziałem spuszczając wzrok. Milczeliśmy chwilę nim podszedł, i kucnął przede mną.
- A Twój kolega? - Spytałem skupiając wzrok na trzymanym w dłoniach papierosie.
- Włączyłem mu grę. - Odpowiedział, przyglądając mi się uważnie. - Coś się stało?
- Nie. - skłamałem. Patrzył na mnie w milczeniu. Jego wzrok palił moją skórę, dręczył mnie.
- Widzę przecież, że coś jest nie tak, nie bądź baba i powiedz co się dzieje. - Powiedział poważnie. - Szybko. Bez wykrętów.
- Pijany jestem. - Skłamałem. - Miałem ciężki dzień w pracy.
- Pokłóciłeś się z kimś? - Zgadnął. Nie doczekawszy się mojej odpowiedzi westchnął ciężko. - Jak dziecko, naprawdę. Masz jutro pójść do pracy i ładnie przeprosić - Powiedział wyciągając rękę w moją stronę. Gładząc mnie po włosach dodał - I nie obchodzi mnie, kto zaczął, jasne? Ma być zgoda!
Uśmiechnąłem się pod nosem. Jego dłoń była ciepła i delikatna. Powoli przeczesując palcami moje włosy, wytrząsał całe napięcie. Przychodził spokój. Spuściłem głowę, i złapałem jego dłoń. Trzymając ją odepchnąłem od siebie ból, skrywający się w najciemniejszych zakamarkach mego wnętrza.
Atre vel. Qukułka
(Agata     Mazur)

skomentuj (5)

2011-09-25 02:02:16

INFORMACJA

Nie, to nie kolejny rozdział - przepraszam za to. Jak mi się uda, zamieszczę kolejny fragment w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że nie zapomnieliście o mnie i wciąż śledzicie losy bohaterów.


Na moim deviantarcie, jakiś czas temu została utworzona galeria, w której możecie znaleźć rysunki przedstawiające postacie z opowiadania, oraz tapetki na pulpit. Będę tam także zamieszczać CAŁE rozdziały. Serdecznie zapraszam:


Poza tym, pragnę Wam pokazać, trailer zrobiony przez Barda Żeralda (J. Pitoń). Mam nadzieję, że spodoba się wam równie mocno, jak mi. Dziękuję wam za to, że wciąż czytacie moje opowiadanie i że komentujecie wpisy :) Jest to dla mnie naprawdę bardzo cenne, i sprawia, że jeszcze bardziej chce je pisać!



Atre vel. Qukułka
(Agata     Mazur)

skomentuj (1)

2011-09-08 22:05:43

Rozdział 8: wspomnienia cz. 5

- Co ty do cholery odwalasz? Puść mnie! – wrzasnąłem jak tylko wyszliśmy z lokalu. Puścił mnie niemal natychmiast, zapalił kolejnego papierosa i powoli ruszył przed siebie. Stałem wciąż oniemiały. Wtedy on zatrzymał się i odwrócił.
- Idziesz? – spytał patrząc na mnie obojętnym wzrokiem. Nie odpowiadałem.
- Jak mam Cię odprowadzić, muszę wiedzieć gdzie mieszkasz. Chyba że już jesteśmy na miejscu…
- Nie! – przerwałem mu krzykiem. Dlaczego podniosłem głos? Moje serce biło coraz szybciej i coraz mocniej. Wszystko wracało. Wszystko było jak dawniej. Nie… Nie było.
- Co nie? – spytał obojętnie.
- Nie będziesz mnie odprowadzał.
- Będę.
- Nie życzę sobie tego!
- Nie obchodzi mnie to. – powiedział i zaciągnął się papierosem. Był całkowicie obojętny, Jego głos, oczy – nie wyrażały niczego. Doprowadzał mnie tym do szewskiej pasji. Ruszyłem naprzód. Postanowiłem nie zwracać na Niego najmniejszej uwagi. Ruszył w ślad za mną.
Starałem się iść spokojnie, jednak jego wzrok na moich plecach irytował mnie. Jego postawa, milczenie… Zdawał się być zupełnie inną osobą. Widocznie nie tylko wzrok mu się pogorszył.
- Chiaki. – powiedział tym samym, zimnym od obojętności głosem.
- Ignoruję Cię! – opowiedziałem nie odwracając się.
- Chiaki. – powtórzył dokładnie tym samym tonem.
- Nie słucham! – zie odwracałem się. Nie zwalniałem, ale też nie przyspieszałem kroku.
- Chiaki. – znów ten sam głos, to samo zimno.
- Jak myślisz, że mnie tym zdenerwujesz, to nic z tego. Nie obchodzisz mnie. – odpowiedziałem panując nad głosem.
- Chiaki – jak zdarta płyta.
- Możesz już sobie pójść? – spytałem wymuszonym, wesołym głosem.
Przyśpieszył kroku, złapał moje ramię i przybliżył głowę do mojego ramienia.
- Chiaki. – rzekł Ciepłym, przyprawiającym o dreszcze głosem. Głosem który pamiętam.
Zamarłem. Stałem całkowicie oniemiały. Jego głos dźwięczał mi w uszach i odbijał się rezonansem w mym wnętrzu. Ramię, które trzymał zaczęło wrzeć i drżeć. Zarumieniony jak licealistka, ledwo łapałem oddech. Sumire staną przede mną i popatrzył na mnie. Był uśmiechnięty, jednak nie był to przyjazny uśmiech. To był uśmiech zwycięscy. Zawrzało we mnie. Oszałamiająco. Z wściekłości.
- Nie rób ludziom takich rzeczy, ty pierdolony zboczeńcu! – wrzasnąłem strząsając z siebie jego dłoń i cofając się o dwa kroki.
Stał przede mną z tępym spojrzeniem. Zdziwiony.
- Zboczeńcu? – spytał przechylając lekko głowę. – Ja?
- Tak, Ty! Tak się nie robi ludziom, do cholery!
- Ale ja nie robię tego ludziom. – powiedział zaciągając się resztką papierosa, po czym odrzucił go na bok. Spojrzał mi prosto w oczy i uśmiechnął się złośliwie – robię to Tobie.
Miałem ochotę z całej siły mu przywalić.
- Tym bardziej! Jezu Nazareński, za jakie grzechy los pokarał mnie takim… - zawahałem się.
Zapadło milczenie.
- Takim kim? – spytał. Znów jego głos był zimny. Jednak jego oczy niespodziewanie zmieniły wyraz.
Zmieszałem się. Nie wiedziałem co powiedzieć. Czułem, jakbym zrobił coś złego. Niedorzeczne, przecież to on zachowuje się jak jakiś debil.
- Przestań za mną łazić! Nie mam zamiaru męczyć się z kimś takim.– powiedziałem i ruszyłem dalej. Sumire stał wciąż w tym samym miejscu. Gdy skręcałem parę metrów dalej, widziałem jak stoi ze spuszczoną głową.
Całkiem sam, w ciemnej, opustoszałej już ulicy.

Atre vel. Qukułka
(Agata     Mazur)

skomentuj (3)

2011-08-29 00:23:36

Rozdział 7: wspomnienia cz. 4

- Mogę się przysiąść?
- Tak.. oczywiście. – potwierdziła z uśmiechem Midori przysuwając się bliżej Onodery. Widać było, że zaprosiła go tylko z uprzejmości. Zdjął z krzesła obok mnie torbę, usiadł i zamówił to, co my. Miał długie, blond włosy, smukłą i przystojną twarz. Na nosie nosił prostokątne okulary z cienką oprawką. To jedyne, co się w Nim zmieniło.
- Kopę lat, Chiaki. – powitał mnie, skupiając swój wzrok na przeglądanej pobieżnie zawartości torby.
- Znacie się? – spytała zaskoczona Midori wtulona w zmieszanego Onoderę.
- Taa… Chodziliśmy razem do liceum. W sumie, nie widzieliśmy się od zakończenia roku szkolnego. – jego głos nie wyrażał nic. Był tak spokojny, że aż nieprzyjemny. – mogę tu zapalić?
- Proszę.
Wyciągnął paczkę i zapalił jednego. Gestem zaproponował poczęstunek Onoderze i Midori. Gdy podziękowali schował paczkę.
- Mi już nie zaproponujesz? – spytałem, rozglądając się leniwie po lokalu.
- Ty nie palisz.
- Palę.
- Kretyn. To przestań. Ode mnie fajek nie wysępisz.
- Sam jesteś kretyn.
- Tere, fere, ku-ku - Strzela baba z łuku.
- Że co?
-Taekwondo. – Odpowiedział, wypuszczając dym z ust. Onodera zaśmiał się głośno, Midori, było to po niej widać, nie bardzo wiedziała, co się dzieje.
- Musicie się naprawdę bardzo lubić! Po tylu latach rozmawiać tak swobodnie! Pewnie kiedyś byliście blisko, co nie? – zagaił Onodera z szerokim i wyjątkowo przerażającym uśmiechem.
- Nie. – odpowiedzieliśmy prawie równocześnie. Wtedy pierwszy raz na Niego spojrzałem. On zrobił to samo niemal równocześnie. Poirytowany i zażenowany szybko odwróciłem wzrok.
- Bingo! – zawołał wesoło Onodera, wznosząc wysoko kieliszek z winem. Śmiał się długo i głośno. Ja i Sumire milczeliśmy, unikając swych spojrzeń.
- Czy jest wszystko? – spytała Midori, gdy Onoderze znudziło się hałasowanie.
- Ta. Wszystko. – powiedział sięgając do kieszeni. Wyjął z niej jakiś kwitek. – Znalazłem u siebie Twoją umowę z bankiem. Powinnaś pilnować takich rzeczy. – Midori wzięła od niego złożone papiery i zaczęła je przeglądać.
- Sumire… ale żeby tak traktować cudze dokumenty? – westchnęła, załamana stanem papierów. - Nie cudze. Twoje. Masz nauczkę, by pilnować takich rzeczy. Zresztą, na pewno i Ty przygotowałaś mi jakąś niespodziankę w tej torbie. – stwierdził, przyglądając się kobiecie stojącej niedaleko z dzieckiem na rękach.
- Nie jestem aż tak okrutna… - powiedziała Midori, jednak z jakiegoś powodu, zarówno ja, jak i Onodera, czuliśmy, że jednak jest.
Zapadło milczenie. Po chwili Onodera wrócił do swojego posiłku i resztek wina. Ja także dokończyłem to, co pozostało na talerzu, mimo, iż żołądek miałem już pełny. Midori w milczeniu oglądała papiery. Sumire palił i rozglądał się po lokalu.
- Wybaczcie, ale będę się już zbierał. – przerwałem milczenie, odstawiając pusty kieliszek po winie.
- Już? Za dziesięć minut w klubie obok zaczyna się karaoke! Zostań, jutro przecież ostatni dzień do roboty, nic się nie stanie, jeśli będziesz ledwo-żywy. – powiedział z uśmiechem Onodera.
- Muszę dokończyć ten projekt. – wycedziłem stanowczo i wstałem z krzesła. Ubierając marynarkę, posłałem Midori uśmiech. Odwzajemniła go. Sumire cały ten czas obserwował matkę z dzieckiem.
- Dziękuję za miło spędzony wieczór. – powiedziałem na pożegnanie i odwróciłem się, by wyjść. - Odprowadzę Cię. – usłyszałem obojętny głos za plecami.
- Co… - nie zdążyłem dokończyć. Sumire złapał mnie za ramię i zaciągnął bez słowa do wyjścia.


_________
Od Autorki: Przepraszam, że rozdział wyszedł taki krótki. Co do sugestii Kahorry - Nie będę zamieszczać na początku rozdziału skrótu wydarzeń z poprzednich. Dlaczego? Ponieważ nie uważam tego za konieczne. Jeśli ktoś nie pamięta, co było wcześniej - ma łatwy dostęp do poprzednich rozdziałów. Zresztą, w żadnej książce nigdy nie widziałam, żeby co stronę autor zamieszczał przypomnienie, co się działo na poprzedniej. Co do błędów stylistycznych - jeśli je widzisz - wskaż mi je. Bezwartościowe jest dla mnie wytykanie błędów ogólnikowo, bez podawania przykładów. Jeżeli nie piszesz, co dokładnie jest źle, oznacza to, że nic złego nie ma. Jak mam poprawić cokolwiek, skoro nie dajesz mi wskazówek co należy zmienić? Co sie zaś tyczy powtórzeń - staramy się je wyeliminować biorąc pod uwagę zdania - nie linijki tekstu. Dziękuję jednak za zainteresowanie moją twórczością i liczę na konstruktywniejszą krytykę. Bardzo proszę także, by każda osoba czytająca to opowiadanie, pozostawiła po sobie ślad, nawet jeśli będzie to tylko komentarz w stylu "fajne, czekam na następny rozdział". To co piszę tutaj, jest dla mnie bardzo ważne i jeżeli jest jeszcze ktoś, kto to czyta - proszę, niech zrobi mi tę małą przyjemność i da o sobie znać. To naprawdę bardzo mi pomaga gdy widzi się, że moja praca kogoś interesuje. Oczywiście, im więcej napisze nie, tym szczęśliwsza będę i tym więcej będę miała zapału do pracy. Dajmy z siebie wszystko! Pozdrawiam serdecznie:

Atre vel. Qukułka
(Agata     Mazur)

skomentuj (6)